Himalaje Nepalu: Dolina Gokyo:
Kraina Turkusowej Bogini

Do Doliny Gokyo nie trafia się przypadkiem. To miejsce odwiedzają ci, którzy zmierzają do/z Base Campu pod Everestem albo piechurzy, którzy pokonują Three Passes Trek – szlak 3 przełęczy (trasa prowadzi przez przełęcze: Renjo La – 5360 m, Cho La – 5420 m oraz Kongma La – 5535 m). Zupełnie inny charakter Gokyo, w porówniu z Doliną Khumbu, wzbudza zachwyt. Dlaczego? Co ciekawego można tam zobaczyć? Czy warto zaplanować tam kilka dni aktywnego odpoczynku? A może Gokyo powinno stanowić cel sam w sobie?


Dolina Gokyo zamykana jest od północy przez szóstą co do wysokości górę na świecie – Czo Oju. Wznosi się ona 8188 m ponad poziom morza. Długi śnieżny mur skrywa ten najwyższy wierzchołek. Co ciekawe, pierwszym kartografom nie wydał się on wystarczająco wysoki i istotny aby nanieść go na mapę.

Czo Oju

Wyraźny, polski ślad na tym ośmiotysięczniku zostawili Maciej Berbeka i Maciej Pawlikowski. 12 lutego 1985 r. zostali pierwszymi zimowymi zdobywcami Czo Oju. Trzy dni później na wierzchołku stanęli Andrzej Heinrich i Jerzy Kukuczka, dla którego był to drugi ośmiotysięcznik tej zimy (21 stycznia zdobył Dhaulagiri 8167 m n.p.m.). Wyprawa pod kierownictwem Andrzeja Zawady wyznaczyła nową drogę na południowo-wschodnim filarze.

Zachód słońca w masywie Czo Oju

Co mnie zaskoczyło, matka właścicielki lodge’y, w której spaliśmy opowiadała, że pamięta zimowe wejście Polaków na Czo Oju. To w jej małej chacie miał się zatrzymać Kukuczka w czasie trekkingu pod górę. Zaskoczony skromnymi rezerwami żywności Szerpów, miał podzielić się swoimi zapasami z jej rodziną. Choć nie wszystkie wydarzenia jej opowieści zgadzały się z faktami, to jednak ogromnie miło było słyszeć, że nie tylko my pamiętamy o Lodowych Wojownikach.

Czo Oju nazywana jest przez tybetańczyków Turkusową Boginią. Jednak ze względu na turkus jeziorek jakie ozdabiają górę od strony Nepalu, wydaje mi się, że ta nazwa jest bardzo adekwatna również dla południowych stoków tego masywu.

Dolina Gokyo słynie z systemu jezior polodowcowych. Wzdłuż lodowca Ngozumba utworzyło się sześć dużych jezior i kilkanaście małych zbiorników wodnych. Razem tworzą jeden z najwyżej położonych na świecie systemów jezior.

Najpiękniejsze z nich to jezioro Gokyo, na którego brzegu wybudowano osadę o tej samej nazwie. Turkusowa woda wygląda bajkowo, szczególnie po kilku dniach spędzonych w lodowcowo – szarych i sucho – brązowych barwach górnych partii Doliny Khumbu. Jezioro najlepiej obserwować ze szczytu Gokyo Ri. Jednak nawet obejrzenie gry światła i cieni na falującej powierzchni tafli wody z kamienistego brzegu, dostarcza zmysłom wielu pięknych  bodźców.

W jeziorze nie można się kąpać (piszę tak na wypadek gdyby kogoś nie odstraszała lodowata woda), choć raz w roku grupa buddyjskich wiernych przybywa nad brzeg celem odbycia rytualnej kąpieli.

Kolejne jeziora, znajdujące się w górze doliny, przyjmują coraz bardziej szarawy odcień. Natomiast te niżej położone kuszą swą błękitną tonią.

Jezioro numer 2 – Taujung Tsho
Jezioro numer 5 – Ngozumba Tsho

Najbardziej tajemnicze jest jezioro Gyazumba Tsho, nad którym rozbijany jest obóz bazowy wypraw idących na Czo Oju. Oddalone od Gokyo, skryte za garbem Ngozumba jezioro, kusi swoją niedostępnością i dzikością. Na trekking do niego należy zarezerwować jeden długi dzień. Wędrówkę i wczesne wstawanie rekompensują widoki na Everest!

Everest przebijający się przez zasłonę chmur
Lodowe wieże Cholo (6089 m n.p.m.) oraz Kangchung Peak (6063 m n.p.m.)

Do jezior prowadzi dość wyraźna ścieżka, biegnąca boczną moreną lodowca. Ma liczne warianty, więc każdy może wybrać, która odnoga bardziej mu odpowiada. Szlak nie jest wymagający pod względem technicznym, lecz wciąż wznosi się i opada, przez co można się zmęczyć. Nie zapominajmy, że wciąż jesteśmy powyżej warstwicy oznaczonej wartością 5000.

Ścieżka w kierunku jeziorek

Lodowiec Ngozumba, tak pieszczotliwie nazwany ostatnio przeze mnie Mordorem, to kolejne ciekawe miejsce w Dolinie Gokyo. Powierzchnia lodu ukryta jest pod grubą, falistą warstwą szarego, skalnego gruzu. Tworzy to niepowtarzalny, księżycowy krajobraz. To także najdłuższy lodowiec w Himalajach. Glacjolodzy szacują jego długość na około 36 km.

Jeziorka na powierzchni lodowca Ngozumba

Niestety, wzrost temperatur na Ziemi powoduje coraz szybsze topnienie lodowca. Na jego powierzchni widać jeziora powstałe z wytopienia lodu. Choć łączą się tworząc rzekę Koshi, która zaopatruje w wodę znaczną część Doliny Khumbu, to jej nagłe uwolnienie może zagrozić wioskom położonym w niższym biegu rzeki.

Szerokość lodowca wynosi ok. 1 km. To właśnie na tym fragmencie rozgrywała się opisana w poprzednim wpisie wieczorna tułaczka.

Gokyo Ri to szczyt wznoszący się nad wioską i jeziorem o tej samej nazwie. Z wierzchołka położonego na wysokości 5360 m n.p.m. rozpościera się zapierająca dech w piersi panorama na dolinę i jeziora. Najlepiej stąd obserwować szary jęzor lodowca, który rozpycha się pomiędzy górami i próbuje skosztować najlepszych ciastek Nepalu, które znalazłem w drodze do Namcze Bazar (o tym za chwilę).

Szczyt Gokyo Ri
Widok ze szczytu Gokyo Ri na jeziora: Gokyo Tsho i Taujung Tsho
Strumień wpadający do Gokyo Tsho mający swój początek w okolicach przełęczy Renjo La

Gokyo Ri przynosi także piękne widoki na ośmiotysięczniki. Widać potężne Czo Oju. Zza innych szczytów wyłania się wierzchołek Mt. Everestu.

Czo Oju
Panorama ze szczytu z dominującym wierzchołkiem Mt. Everestu. na prawo Lhotse i Nuptse
Mount Everest

Co ciekawe, można zobaczyć także najwyższy na świecie siedmiotysięcznik. To Gyachung Kang, któremu zabrakło niecałych 50 m aby dołączyć do „elitarnego” grona szczytów, których wysokość rozpoczyna magiczna ósemka.

Z prawej Gyachung Kang (7952 m npm), jest to najwyższy siedmiotysięcznik na świecie, a zarazem 15. najwyższy szczyt Ziemi.

Mimo, że nie mamy potężnych szczytów na wyciągnięcie ręki jak to było na Kala Pattar, Gokyo Ri zalicza się do najpiękniejszych punktów widokowych nepalskich Himalajów. Prowadzi do niego lekko wznosząca się, piaszczysta ścieżka, której przejście z Gokyo zajmuje niewiele ponad 2 godziny.

Wędrowcy w drodze na Gokyo Ri

Dolina Gokyo bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Turkusowe jeziorka tworzą niepowtarzalną scenerię. Na ich powierzchniach odbijają się ośnieżone szczyty sięgające 8 tysięcy metrów. Z łatwo dostępnych wierzchołków można podziwiać szerokie panoramy górskiego morza Himalajów. Z chęcią wróciłbym tam jeszcze raz.


Powrót do Lukli

Teraz już naprawdę czeka nas droga powrotna. Cudowną doliną Gokyo, cichą i spokojną powoli wracamy do świata gdzie panuje wyższe ciśnienie parcjalne tlenu. Mijamy kolejne jeziorka, mocno tracimy wysokość przy wodospadzie powstałym z roztopionego lodowca.

Z każdym krokiem robiło się coraz cieplej. Mięśnie łapały dodatkową energię dzięki większej dostępności tlenu. Mijany wodospad uświadomił mi, że istnieją zapachy. Zmysł węchu, tak przytępiony u mnie przez ostatnie dni, nagle dał o sobie znać. Odczuwałem zapachy, na które w nizinnej codzienności nie zwracam uwagi, a tutaj wszystko wydawało się takie nowe, intensywne i nieodkryte! Niestety muszę przyznać, że również te nieprzyjemne zapachy atakowały nozdrza ze zdwojoną siłą – koszulka noszona od kilku dni nagle zaczynała z minuty na minutę coraz bardziej śmierdzieć. Ale chyba największym bodźcem dla mojego węchu był kokos. Jego zapach, który unosił się z mijanej piekarni był tak kuszący i działający na wyobraźnię, że nikt i nic nie było w stanie mnie powstrzymać od kupienia kilku kokosowych ciastek i zjedzeniu ich podczas podziwiania tak już znanych mi ale nadal zachwycających i zdumiewających Himalajów. To był najlepszy posiłek jaki jadłem w Nepalu. Więcej o tym jak wygląda trekking w Himalajach we wpisie – Czego nie wiesz o trekkingu pod Everest, czyli życie na minimalnych wymaganiach.

Najlepszy posiłek w Nepalu!
Magiczny wodospad, który przywrócił mi węch

Słońce zachodzące w Dhole zafundowało mi jeden z najpiękniejszych spektakli jakie widziałem w życiu. Góry najpierw przybrały barwę złota. Później zaczęły się coraz mocniej czerwienić. W ostatniej fazie już tylko obłoczki przyklejone do szczytów płonęły. Przez całe widowisko stałem z otwartą buzią gratulując sobie determinacji do wyjścia z ciepłego schroniska w ten zimny i wietrzny wieczór.

Z lewej Kagtega (6685 m n.p.m.), z prawej Thamserku (6608 m n.p.m.)
Thamserku (6608 m n.p.m.)

Mimo niższej wysokości (4200 m n.p.m.) nie ustąpiły jeszcze wszystkie niedogodności jakie niesie ze sobą choroba wysokościowa. Poczułem jednak, że zaczęła się już choroba nizinna. Marzyłem o powrocie w góry. Planowałem weekendowy wypad biegowy w Sudety. Wymyślałem, które pasmo odwiedzić i jakimi szlakami przebiec. A to mając za oknem takie widoki. Jestem pewien, że to już choroba…

Kolejne dni potoczyły się już lotem błyskawicy. Zejście do Namcze, wzniesienie toastu zimnym piwem „Everest”, kupno bluzy z wełny jaka, dojście do Lukli, pożegnalna kolacja i ostatni nocleg.

Trekking powrotny do Lukli

Rano przed wylotem z Lukli, wypiłem tylko herbatę i męczony koszmarem startu z najniebezpieczniejszego lotniska świata usiadłem w poczekalni Tenzing–Hillary Airport jeszcze przed świtem. Słońce rozpalało kolejne szczyty. Żołądek przewracał mi się na drugą stronę za każdym razem gdy patrzyłem w kierunku opadającego w przepaść pasa startowego. W tym momencie odwagi dodawała mi przyklejona na drzwiach naklejka.

Be brave – bądź odważny

Nasz samolot wciąż nie przylatywał. Niski pułap chmur uniemożliwił bezpieczne loty. Tego dnia, swoją podróż odbyli tylko nieliczni szczęśliwcy, którzy wstrzelili się w okno pogodowe. Nie byliśmy jednymi z nich – zostaliśmy uziemieni w Lukli. Zadawaliśmy sobie pytanie – jak wrócić do Katmandu? Nieplanowany nocleg w Lukli był dopiero początkiem poznawania nieturystycznego i małomiasteczkowego Nepalu.

One thought on “Himalaje Nepalu: Dolina Gokyo:
Kraina Turkusowej Bogini

Dodaj komentarz