Tatry na skiturach:
Na nartach na Kasprowy

Skitury? Co to jest?


To najlepsze połączenie nart biegowych i zjazdowych. Pod górę idziemy z wolną piętą, w butach „skorupach”, które jednak zginają się i są całkiem wygodne. Gdy dojdziemy na szczyt wpinamy oba wiązania, buty zapinamy na sztywno i po odklejeniu fok (zapobiegają zsuwaniu się do tyłu na stromych stokach) możemy zjeżdżać komfortowo, zupełnie jak na nartach zjazdowych. A co najlepsze, sprzęt jest zdecydowanie lżejszy niż ten zjazdowy!

Skitury to też niezależność od wyciągów i wolność linii zjazdu. Oczywiście w rejonach dopuszczonych do skialpinizmu. To piękna przygoda i możliwość odkrywana nieznanych rejonów gór z niecodziennej perspektywy.


Wyrypa na Kasprowy


Kuźnice

8.00. Drzwi do wypożyczalni sprzętu w Kuźnicach otwierają się. Bierzemy narty i w drogę. Jeszcze tylko opłata za wejście do parku i można przykleić foki, żeby starą nartostradą zacząć podejście na Halę Gąsienicową. Po lodzie i wśród wystających kamieni szybko, choć ostrożnie, nabieramy wysokości.

Na Nosalowej Przełęczy słońce zaczyna nieśmiało przebijać zza chmur. Poniedziałek i wczesna pora sprawiło, że w górach nie ma nikogo. Tylko nasze szuranie rozdziera ciszę Tatr.

Na Nosalowej Przełęczy

Stara nartostrada prowadzi terenami niedostępnymi dla turystów nieporuszających się na dwóch deskach. Więc z każdym krokiem głowy obracają się dookoła, żeby zapamiętać każdy nowy widok. Jednak dość szybko krajobrazy przysłaniają ośnieżone choinki. Co nie znaczy, że trasa jest nudna. Poprzecinana jest paroma lawiniastymi żlebami, które trzeba jak najszybciej przeciąć. Urozmaicona kilkoma króciutkimi zjazdami na fokach. I stromym podejściem przez Królową Polanę! Gdzie dużo świeżego, zmuldzonego śniegu pozwoliło świetnie przećwiczyć zakosy.

Wreszcie za którymś z zakrętów przed naszymi oczyma ukazuje się skąpana w słońcu Królowa Kopa. Wiem, że Hala Gąsienicowa już niedaleko. Co najlepsze, nie czuć zmęczenia, albo to wyłaniające się zza drzew strzeliste szczyty pchały do góry?

Najważniejszym z punktu widzenia narciarza jest fakt, że na Gąsienicową jest… w dół! Mniej więcej w miejscu połączenia z niebieskim szlakiem pieszym (Królowa Rówień) zaczynami kilkuminutowy zjazd na fokach. Trzeba uważać, bo jest wąsko, szybko nabiera się prędkości, a widoki skutecznie odwracają uwagę od linii zjazdu.

Zimowa Gąsienicowa

Na Hali Gąsienicowej robimy przerwę na śniadanie. Przed nami na toczy się walka chmur oraz sojuszu słońca i gór. Na przemian obłoki otulają i odsłaniają Świnicę, Kościelce, Granaty. Widok piękny, szczególnie w poniedziałek.

Kościelec

Przez ostatnie trzy godziny nie spotkaliśmy nikogo. Dopiero na Gąsienicowej pojawiają się pierwsi turyści i narciarze. Zarówno ci zjazdowi, jak i skiturowi. Obchodzimy wyciąg i po stokach Beskidu, czasem zakosując, podchodzimy w kierunku Kasprowego Wierchu. Słońce grzeje coraz mocniej, albo to podejście rozgrzewa jeszcze bardziej i zmusza do podwinięcia rękawów, a nawet nogawek. Pewnie przyciągamy wzrok ludzi na wyciągu, ale kto by się tym przejmował!

Wreszcie jest. Szczyt! Mnóstwo ludzi, którzy wyszli z kolejki. Ci to już wogle nie wiedzą dlaczego ci narciarze zjeżdżają do góry… W międzyczasie chmury podzieliły się wpływami ze słońcem. Mgły zaległy w dolinach, a szczyty skąpały się w słonecznych promieniach.

Teraz najważniejsza rzecz. Z Kasprowego będziemy już tylko zjeżdżać. Więc pora zdjąć narty, odkleić foki, przepiąć wiązania w pozycję zjazdową, dopiąć buty, ubrać się cieplej, założyć kask, gogle…

Wreszcie zjazd, do Kotła Goryczkowego i nartostradą do Kuźnic. Wariant bardzo bezpieczny, głównie ze względu na nasze początki na skiturach i ogłoszoną lawinową trójkę. Mimo wszystko dający ogromną frajdę. Teraz zaczyna się doceniać każdy skręt, każdy ruch. Po to wchodziłem cztery godziny, aby ten zjazd był idealny. I zamiast lecieć na łeb, na szyję, spokojnie czerpię radość. Choć największa przyjemność jest przy zjeździe nieratrakowaną odnogą trasy. Gdzie prawie nikt się nie zapuszcza. I można porobić ostre zakręty w świeżym puchu.


Brzmi dobrze? Więc… jak zacząć?


Warunkiem koniecznym jest bardzo dobra jazda na nartach zjazdowych. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kto nie miał nigdy dwóch desek na nogach, zaczął zjeżdżać w trudniejszych warunkach niż sztruks na stoku. Miłośników jednej deski ucieszy pewnie możliwość użycia splitboardu (podchodzimy na nartach, które można połączyć i zjeżdżać jak na snowboardzie).

Sprzęt można bez problemu wypożyczyć w Kuźnicach czy Zakopanem. Zostanie on dostosowany do nas, dostaniemy też szybkie szkolenie jak się z nim bezpiecznie obchodzić.

Jednak ja zdecydowałem się na jednodniowe szkolenie podczas krótkiego wypadu. Pod okiem specjalistów poznać można tajniki sprzętowe, poćwiczyć pokonywanie dużych nachyleń stoków zakosami, czy technikę zjazdową. Dowiemy się o co chodzi z fokami i jak ich używać aby posłużyły jak najdłużej i jak prawidłowo zjeżdżać na nich. Takie jednodniowe szkolenie daje już pewne podstawy pod samodzielnie wyrypy.

Dodaj komentarz