Czarnohora: Howerla:
Na dachu Ukrainy

Drzewa, domki i cerkwie szybko przesuwają się za oknem autobusu. Ruszamy w górę Prutu. Rzeka ta będzie towarzyszyć nam przez większość dnia. W Worochcie mijamy piękne kamienne wiadukty, który przecinają dolinę. Tam też zjeżdżamy z głównej drogi, w lokalnie pokrytą asfaltem, dziurawą trasę wiodącą do turbazy Zaroślak. Powolne podskakiwanie na kolejnych wybojach pozwala na śledzenie kabli telefonicznych, raz zawieszonych na drewnianych słupach, raz na drzewach albo położonych na ziemi. Wokół opuszczonych zabudowań dostrzegam barszcz Sosnowskiego…

Około kilometr przed bazą zatrzymujemy się. Powodem jest niepewny most. Jeszcze niedawno było przez niego widać kotłujące się wody górskiego potoku. Tak, tak, przez most! Oczywiście nie przeszkadzało to lokalnym pojazdom na pokonywanie przeprawy z pełną prędkością. Choć dziś dziury już zostały załatane, to przechodzimy bardzo szybko. Szlak prowadzi szeroką drogą, po której co jakiś czas przejedzie samochód, zostawiając chmurę kurzu i spalin. Ewentualnie błotnik lub miskę olejową, na którymś z wybojów.

Przed Zaroślakiem rozstawiają się kolejne stragany oferujące wszystko co potrzebne do górskiej wędrówki. Od wypożyczalni kijków trekkingowych, przez wybór napojów, aż po ciepłe, wełniane skarpety. Takie Krupówki w małej skali.

Przed wielką mapą ustalamy taktykę. Podchodzimy stromą ścianą, żeby zejść łagodniejszym szlakiem. Howerlo! Nadchodzimy!

Na Howerlę w prawo… albo w lewo…

Niebieski szlak odbija w lewo prazez mały mostek. W plątaninie korzeni oraz śliskim błocie, stromo pnie się przez las. Na jego końcu czeka nagroda – widok na Howerlę i źródła Prutu. Nie ma jednak nic za darmo, słońce przygrzewa już bardzo mocno.

Tam Prut zaczyna swój bieg

Przez kosówkę prowadzą niezliczone warianty szlaku. Jednak wszystkie spotykają się na szczycie. Można wybrać, czy chce się podchodzić ostro, czy też większymi zakosami powoli zdobywać wysokość. Spotykamy coraz więcej turystów. Najciekawszym obrazkiem była kolonia dzieci ubranych w białe kimona. Trener zagrzewał je do zdobywania wysokości. Zdecydowana większość chętnie wchodziła na Howerlę. Jednak niektóre wyraźnie buntowały się przeciw takim wysokogórskim wycieczkom. Na stromszych podejściach upadały na kolana i na czworaka próbowały wejścia. Strój do wschodnich sztuk walki, wyraźnie stracił śnieżnobiały kolor.

Spojrzenie za siebie na przebytą drogę

Na lekkim wypłaszczeniu robimy chwilę przerwy. Słońce pięknie przygrzewa, a szczyt wydaje się już na wyciągnięcie ręki. Wokół, na wietrze, falują trawy. Przypominam sobie moja pierwszą wyprawę na ten szczyt, we wrześniu 2013. W tym miejscu zaczął padać śnieg, a wiatr był tak silny, że pomimo założenia wszystkich ciepłych ubrań i tak szczękałem zębami.

Howerla już na wyciągnięcie ręki – 2017
… i 2013

Ostatnie podejście prowadzi najkrótszą droga przez pozostałe warstwice. Podejścia nie ułatwia śliskie błoto. Karatecy znów na kolanach. Jednak bliskość tabliczki obwieszczającej zdobycie szczytu dodaje wszystkim sił.

Szeroki wierzchołek Howerli znajduje się na wysokości 2058 m n.p.m. Przyozdobiony jest tabliczką z kierunkami szlaków, dwoma krzyżami, słupem geodezyjnym, a także pomnikiem z ukraińskim herbem wraz z ziemią ze wszystkich rejonów Ukrainy. Niestety w ostatnim czasie został zniszczony i leży połamany w dwóch częściach. Rozstawiony został mały stragan serwujący gorącą kawę i herbatę oraz medale i inne pamiątki ze szczytu. Wprawne oko dostrzeże tutaj także przedwojenny słupek wyznaczający polsko – czechosłowacką granicę.

Szczyt Howerli 2017
… i 2013
Szczyt Howerli

Serce zostało w górach

Jednak to nie koniec atrakcji Howerli. Z najwyższej góry Ukrainy roztaczają się piękne widoki na połoniny Czarnohory – widać całe pasmo, od Pietrosa, po Popa Iwana – Karapty Marmaroskie, Świdowiec, na horyzoncie majaczą Gorgany.

Widok w kierunku Pietrosa

Pasmo Czarnohory
W stronę drogi zejściowej i turbazy Zaroślak

Z lekkim niedosytem widoków, schodzimy wzdłuż dawnej granicy. Co jakiś czas z traw wystają słupki, dziś przyozdobione zieloną farbą szlaku. Mijamy kolejne grupy turystów mozolnie podchodzących pod wierzchołek. Powrót szybko sprowadza nas znów w jarmarczny gwar Zaroślaka. Może jednak te stragany z zimnymi napojami nie są aż takie złe?

Przedwojenny słupek graniczny

 


Czerwonymi kropkami oznaczono trasę przejścia. Mapa pochodzi z zasobów – Карпатські стежки

Dodaj komentarz