Czarnohora: Szpyci - Rebra - Gutin Tomnatyk - Brebenieskuł:
Zapomniane ścieżki Czarnohory

Budzik za szybko wyrywa ze snu. Niedobudzony schodzę na śniadanie. Oprócz wędliny, sera czy pomidora, na moim talerzu leży kotlet z kaszą. Z trudnością przechodzi to przez gardło o tak wczesnej porze. Z drugiej strony, na dzisiejszy wymagający dzień przyda się każdy kęs energii.

Dojeżdżamy wczorajszą trasą nad most przewieszony nad Prutem. Jednak nie idziemy na Howerlę. Sasza, nasz przewodnik zbiera wszystkich i prowadzi w las. Dopiero na granicy drogi i zarośli, widać, że wydeptano tutaj wąską ścieżkę. O tym, że wie o niej niewielu, niech świadczy fakt, że w wielu miejscach musimy przedzierać się przez powalone drzewa, gąszcz pokrzyw, a nogawki są całe mokre od porannej rosy. Jesteśmy chyba jedynymi ludźmi, którzy dziś się tu pojawili.

Pasterską ścieżką

Idziemy raz wyschniętym korytem strumienia, raz szeroką polaną, to znowu błotnistym lasem, gdzie stara pasterska droga rozdziela się na niezliczone odnogi. Słońce zaczyna przygrzewać, gdy w pobliżu pomnika partyzantów pod Maryszewską Wielką odnajdujemy zielony szlak. Po chwili spędzonej w cieniu świerkowego lasu, wychodzimy w morze kosówki. Wycięto już w niej wąską ścieżkę, która ułatwia wędrówkę. Ale podobno jeszcze niedawno walczyło się tutaj o każdy metr podejścia w murze kosodrzewiny. Przerwa z widokiem na Howerlę.

Howerla

Uzbrojeni w nowe siły – ruszamy. Po przejściu na drugą stronę grzbietu ukazują się Szpyci. Jest to rząd skalnych igieł wybijających z trawiastego zbocza. Wyglądają niesamowicie!

W drodze na Rebra przez Szpyci
Szpyci

Trasa na najbliższy szczyt wciąż pokryta jest rowami, które trzeba przechodzić, przeskakiwać lub obchodzić. Jednak widok na Rebra (2001 m npm) wynagradza trudy wędrówki. Nazwa szczytu pochodzi od żeber, które wydają się widoczne pod trawiosto- zieloną skórą górskiego grzbietu. Od jakiegoś czasu widać słupki przedwojennej granicy polsko – czechosłowackiej.

Na granicy
Spojrzenie za plecy

Na najniższym z ukraińskich dwutysięczników ułożono stos kamieni, do którego ktoś przymocował drewnianą tabliczkę z nazwą szczytu i wysokością. Wokół powiewały nepalskie chorągiewki modlitewne, roznosząc słowa mantry po górskich szczytach.

Mantry na Rebrach

Poniżej szczytu, na przełęczy zostawiam plecak i na lekko wręcz wbiegam na kolejny, czarnohorski dwutysięcznik – Gutin Tomnatyk (2016 m npm). Wzrok przyciąga niedaleki już Pop Iwan. Widać pusty budynek obserwatorium. Wydaje się już na wyciągnięcie ręki. Jednak to tylko pozorna bliskość. Szczyty dzieli dobrych kilka godzin marszu. Trzeba będzie uzbroić się w cierpliwość, poczekać do jutra.

Gutin Tomnatyk
W oddali wymarzony Pop Iwan

Podejście na kolejny szczyt – Brebenieskuł (2037 m npm) – nie przysparza żadnych trudności. A widok na przebytą trasę robi wrażenie.

Gutin, Rebra, Howerla, a nawet Pietros

Na zejściu niespodzianka – małe stadko koni. Raczej nie są to dzicy mieszkańcy połoniny (jeden z nich miał dzwoneczek u szyi), lecz wdzięczni modele pozujący na tle, a jakże, Popa Iwana.

Czarnohorscy modele

Słońce bardzo powoli chyli się ku zachodowi. W nogach czuć dzisiejsze kilometry. Jednak czeka ostatnie podejście. Do magicznych dwóch tysięcy zabrakło tylko metra. Jednak góra zamęczy wędrowca. Stąd pewnie i jej nazwa – Menczuł (Munczel). Jednak moje zmęczenie ma się nijak do zmęczenia żołnierzy z czasów I wojny światowej. Wschodni front przebiegał przez Karpaty. Mijane rowy były pozostałościami okopów, kamienne murki – stanowiskami karabinów. Na szczycie znaleźć można zwalony bunkier, wykuty w litej skale, będący miejscem schronienia żołnierzy w czasie mroźnej, karpackiej zimy, czy nieprzyjacielskiego ostrzału. Wśród traw znaleźć można łuski moździerza, ślady zasiek i pól drutu kolczastego. A wszystko to pośrodku rozległej, trawiastej połoniny z dala od jakiejkolwiek wioski, czy źródła.

Męczące podejście na Menczel
Ślady wielkiej wojny

Zejście do Dżembroni początkowo przypomina wędrówkę przez stepy Rohanu, szczególnie te, przedstawione w filmowej adaptacji Władcy Pierścienia J.R.R. Tolkiena. Wydaje się, że zza porośniętej trawą skały wyjadą jeźdźcy walczący z wielkimi wilkami, czy bandą orków. Jednak jest tam pusto. Nie ma nikogo.

Fragment Śródziemia na Ukrainie

Zejście okropnie się dłuży. Mamy do pokonania ponad kilometr różnicy wysokości. Droga wiedzie przez łąki kwitnące fioletową wierzbówką, to znów ginie w mrokach lasu. Gdy wydaje się, że już jesteśmy, już widać domy, okazuje się, że to daleki przysiółek wsi, a do jej centrum mamy jeszcze kawał drogi.

Wypad kończy się pod sklepem spożywczym, naprzeciw złoto połyskującej cerkwi. Jednak to nie koniec atrakcji. Do autobusu dojeżdżamy lokalnym busikiem. Podróż niesamowita, bo okropnie wyboista, po drodze wijącej się po skarpie tuż nad rzeką. Szczęśliwie trafiamy do naszego autobusu.

Cerkiew w Dżembroni

Czerwonymi kropkami oznaczono trasę przejścia. Mapa pochodzi z zasobów – Карпатські стежки

2 thoughts on “Czarnohora: Szpyci - Rebra - Gutin Tomnatyk - Brebenieskuł:
Zapomniane ścieżki Czarnohory

Dodaj komentarz