GSB #2: Schronisko na Stożku - Węgierska Górka:
Baraniogórska dylatacja czasu

Piękny, górski poranek. Ptaki śpiewają, słońce próbuje przedrzeć się przez kopułę liści i igieł, nowy zapas sił, można ruszać! I początkowo idzie się wybornie. Pusto na szlaku, widokowe łączki, pierwsze skały sterczące spośród jagód. Ale niedługo miało się to radykalnie zmienić.

W okolicy przełęczy Łączecko (774 m npm) czerwony szlak odbija na szeroką drogę leśną. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie fakt, że droga omija las i oplata wzgórze stokiem porośniętym młodnikiem. Malutkie rośliny nie dają cienia, a słońce przygrzewa już mocno. Długo nie trwało i strumienie potu zalewają plecy. Dodatkową atrakcją jest szukanie odpowiedniej ścieżki, bo nie wszędzie jest ona zaznaczona. I człowiek zastanawia się po co mu to było.

Przełęcz Łączecko

Szlak wprowadza w las, trochę przyjemniej i bardziej płasko, ale wciąż daleko. Z oddali słychać szum. Pewnie to tylko wiatr, albo jakieś zwierzęta pomyślałem. Ale po chwili dźwięk się powtórzył i był dużo bardziej charakterystyczny. Samochody! Przełęcz Kubalonka (761 m npm)! Cywilizacja! Zimny sok w małym sklepiku i wiara w przejście całości wróciła.

Dalsza droga wiodła asfaltem prowadzącym w kierunku prezydenckiego zameczku w Wiśle. Mało przyjemnie, ale dość szybko nadrabia się kilometry i uzupełnia niedobory spalin w płucach. Na przełęczy Szarcula (759 m npm) wreszcie skręcam w leśną ścieżkę, ostro wspinającą się ponad samochodową drogę na Stecówkę. Czerwony szlak odbija w kierunku górujących nad lasem skał, które okrąża i wije się wokół nich. Później ogromne pola błota i podgniłych mostków, które kiedyś pomagały je pokonać. Kolejne meandry drogi sprowadzają wreszcie na Stecówkę – miejsce gdzie można się posilić i odpocząć przy prywatnym schronisku, albo westchnąć o przypływ sił w drewnianym kościółku. Jest i tabliczka – Przysłop pod Baranią Górą – schronisko PTTK 1:15.

Szlak lekko obniża się, by później znów zafundować podejście. Lecz wizja zjedzenia czegoś w niedalekim schronisku dodaje sił. Na Przysłopie nad Pietraszonką skrzyżowanie. Opisana droga w prawo, wyznaczony czarny szlak na wprost. Czerwonego brak. Szybkie spojrzenie na mapę rozwiewa wątpliwości. Trzeba iść w dół, w lewo, po wyłożonej kamieniami drodze. Zejście dość szybkie i przyjemne, do czasu uświadomienia sobie, że za chwilę trzeba będzie podchodzić pod przeciwległy stok doliny Czarnej Wisełki. Ale przecież schron blisko, więc nie będzie źle!

Optymizm pryska w momencie pojawienia się tabliczek kierunkowych. Przysłop pod Baranią Górą – schronisko PTTK 1:15. Według znakarzy, przez godzinę marszu nie zbliżyłem się do schroniska! Nic tylko siąść i płakać. Do tego celu idealnie pasowało powalone drzewo koło szalu. Do uzupełnienia wody w organizmie, znaczy. I krótkiego odpoczynku, bo droga za czerwonym paskiem farby prowadzi znów ostro pod górę. Tak ostro, że nie zauważyłem kiedy wysokość powiększyła się o jedno zero na końcu. Czułem się jak himalaista, który najpierw musi nabrać kilka oddechów aby wykonać jeden krok. Niby to tylko Beskid Śląski, a wrażenia identyczne!

Barania Góra

Wreszcie jest! „Piękny” blok pośród lasu robiący za schronisko. Pusto przed nim, pusto w środku. Nieważne. Ważne, że jest pyszna pomidorowa. Chwila odpoczynku i można ruszać. I nogi tak niosą, że nie wiadomo kiedy mijam źródła Czarnej Wisełki i znajduję się na szczycie Baraniej Góry (1220 m npm). Z wieży widokowej rozciąga się bardzo ładna panorama na to co już za mną i to, gdzie zmierzam – Pilsko i Babią Górę. Na horyzoncie pojawiają się też ciemne chmury, żeby tylko to nie był zwiastun załamania pogody!

Droga do Węgierskiej Górki

Zejście w kierunku Węgierskiej Górki odbyło się bez żadnych dodatkowych atrakcji, oprócz tych widokowych. Za mną Skrzyczne (1257 m npm), najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego, malutkie domki Żywca i Węgierskiej Górki. Niesamowity nastrój wprowadzają pojedyncze, uschnięte drzewa. I brak ludzi.

Okolice Magurki Radziechowskiej

 

Późne, niedzielne popołudnie zgromadziło nad Sołą przepływającą przez Węgierską Górkę licznych turystów. Widok wielkiego plecaka i zapoconego człowieka pod nim przyciągał liczne spojrzenia. Pozostało tylko znaleźć nocleg, uzupełnić zapasy w pobliskim sklepie, co udało się na chwilę przed początkiem całonocnej burzy.


Dodaj komentarz