GSB #14: Iwonicz - Zdrój - Baza Wisłoczek:
Wszystkie drogi prowadzą do bazy

Późna pobudka, obfite śniadanie i niestety trzeba opuścić gościnny dom mojej Cioci. Wśród zabudowań Iwonicza – Zdroju wspinamy się na szczyt nazywany od zawsze Górką. Później już tylko zapach ściętego drewna dobiegający z tartaku i zaczyna się leśne przejście do Rymanowa – Zdroju.

…oj aż tak daleko nie było

Po drodze zobaczyć można pompy tłoczące ropę na powierzchnię ziemi. To właśnie w tym rejonie pracował Ignacy Łukasiewicz, który opracował prototyp lampy naftowej.

Szyby naftowe Wzgórz Rymanowskich

Im bliżej Rymanowa, tym więcej spacerowiczów, którzy dziwnie patrzą na nasze plecaki. W parku zdrojowym robimy przerwę na drugie śniadanie, znów przyciągając wzrok kuracjuszy. W planach na dziś jest dojść do bazy namiotowej Wisłoczek. Nie jest to wymagająca droga, więc niespiesznie ruszamy za czerwonymi znakami.

Rymanów – Zdrój

Mijając cerkwisko, miejsce skrywające ruiny prawosławnej świątyni, powoli wspinamy się na Dział. Szlak schodzi do doliny. W okolicy słychać pracujące piły. Jest też znak ostrzegający o ścince drzew. Ktoś nam macha, że można przejść. Czym prędzej przechodzimy przez skład drewna i lądujemy przy dorodnych, czerniących się jeżynach. Godzina jeszcze wczesna, baza już blisko, więc skrzętnie obskubujemy zarośla z owoców.

Cerkwisko
Strażnicy szlaku
Beskid Niski

Tradycyjna dla GSB sytuacja. Leśna droga biegnie prosto, a znak kieruje w prawo, w pokrzywy. Głównie dlatego, że rozrytą drogą wyjeżdża właśnie kolejny transport drewna, pakujemy się w ledwo widoczną ścieżkę przez chaszcze. Telemark, którego nie powstydzili się skoczkowie narciarscy, ratuje mnie przed kąpielą w mokrej glinie. Przez bród na Wisłoczku wychodzimy na drogę asfaltową. Czerwonych strzałek nie widać, więc z mapy odczytujemy żądany kierunek. Po kilkudziesięciu krokach czerwony szlak odnajduje się, wychodząc z drewnianego mostku prowadzącego do bazy Wisłoczek. Jesteśmy!

Namioty bazowe w Wisłoczku

Na miejscu gazduje przemiły bazowy, który oferuje herbaty i oprowadza nas po polanie pokazując wszelkie niezbędne udogodnienia potrzebne zmęczonemu wędrowcy. Z ulgą zrzucamy plecaki i po obmyciu twarzy z kurzu i potu została jedna ważna rzecz przed rozpoczęciem beztroskiego popołudnia na bazie – dać znać do domu, że żyję.

Wydawało by się, że to całkiem prosta czynność. Lecz nie tutaj, bo przy naszych namiotach brak jest zasięgu. Przy domku bazowego też. Dostajemy więc wskazówki gdzie zasięg się pojawia. Kilkaset metrów asfaltem, do odbicia drogi za szlabanem. Tam na górkę, a jeśli nie będzie to jeszcze kawałek dalej, na środek pola. Faktycznie, tam udało się połączyć, a przy okazji obserwować sarny hasające po łące na przeciwległym stoku.

Zasięg łapało się w takim położeniu telefonu

Pogoda zaczęła się zmieniać. Zaczęło wiać. Niebo zasnuły chmury. Zrobiło się chłodniej. Po tylu upalnych dniach przynosi to ulgę, lecz kąpiel pod wodospadem jest bardziej niż orzeźwiająca.

Wodospad na Wisłoczku robiący za naturalny prysznic

Baza powoli zapełnienia się turystami. Przychodzi dwoje młodych ludzi. Gdy po chwili dołączam pod kuchenną wiatę, roztacza tam się czar górskich opowieści. Dopiero po chwili przypominam sobie skąd kojarzę wędrowców. To Weronika i Sławomir, którzy przechodzili Łuk Karpat, a których facebookowy profil śledziłem od dłuższego czasu. Wspaniale było posłuchać przygód jakie ich spotkały przez ostatnie 2 miesiące podróży przez Rumunię, Ukrainę i Polskę. Jednak ich plan zakładał więcej niż baza w Wisłoczku.

Gdy zniknęli za zakrętem, opowieść przejął Sławek. Starszy pan mieszkający z pięknym psem w jednej z pobliskich miejscowości. Uwielbia chodzić po lesie, więc zaczął opowiadać o beskidzkich zwierzętach. O niedźwiedziej gawrze na pobliskiej Bukowicy, o wilkach i innych ciekawostkach. Rozmowa zeszła też na temat jadalnych roślin. I wtedy nasz rozmówca wyciągnął z plecaka słoiczek konserwowego kiszonego czosnku niedźwiedziego. Niesamowity smak!

Gdy zajął się gotowaniem zupy, zaczęliśmy opowiadać nowo przybyłym turystom o naszym przejściu Głównego Szlaku Beskidzkiego, co na słuchaczach zrobiło ogromne wrażenie. Niestety nie można posiedzieć przy bazowym ogniu za długo. Jutro znów czeka nas znaczny dystans i wreszcie ostatni dzień w Beskidzie Niskim.


2 thoughts on “GSB #14: Iwonicz - Zdrój - Baza Wisłoczek:
Wszystkie drogi prowadzą do bazy

  1. Cześć, Dzieki za pamięć i miłe słowa. Chciałbym sprostować dwie nieścisłości: „starszy” zamierzam być za około 50 lat 😉 a czosnek nie był konserwowy lecz kiszony. Zapraszam ponownie w Beskid Niski, pozdrawiam, Sławek

Dodaj komentarz