Bieszczady: Magura Stuposiańska - Połonina Caryńska:
W poszukiwaniu magicznego źródła Stuposiana

Gdzie najlepiej świętować dwa lata od zakończenia przygody z Głównym Szlakiem Beskidzkim? Oczywiście w górach! Przez głowę przechodziła masa pomysłów, wiele rejonów, mnóstwo szczytów. Jednak wszystko znów rozbiło się o brak chętnych do wspólnego wyjazdu. Gdy już myślałem, że ze spędzenia lata w górach nic nie wyjdzie, postanowiłem rzucić wszystko i… jechać w Bieszczady!

Po długiej podróży wreszcie jestem! Jem kolację i padam na twarz po długiej podróży.

Następnego dnia współlokator podwozi mnie do Widełek. Tam niebieskim szlakiem podchodzę na Magurę Stuposiańską. Wedle starych legend, przebywał na niej Stuposian, słowiański bożek wód i deszczów. Jego pobyt na górze wiązał się z suszą w Bieszczadach. Wtedy też ludzie przychodzili pod szczyt próbując przebłagać Stuposiana licznymi darami, prosząc o parę kropli z nieba.

Inna legenda opowiada, że ze stoków Magury bije magiczne źródło wiecznej młodości. To dzięki niemu Stuposian zachowywał siły, a okoliczne niedźwiedzie dożywały słusznych lat. Wielu próbowało je znaleźć, lecz tylko niewielu udała się ta sztuka. Przynajmniej tak tłumaczono sobie sędziwy wiek, jakiego dożywali nieliczni mieszkańcy okolicznych osad.

Szlak zaczyna się w iście GSB-sowskim stylu – przedzieraniem się podmokłym terenem przez pokrzywy, łopiany i masę innych chaszczy. A wszystko to po wąziutkiej i ledwo widocznej ścieżce wydeptanej przez któregoś z nielicznych wędrowców. Ścieżce, która raz jest, a raz gubi się po przekroczeniu brodu. Tego mi brakowało!

Gdzieś tutaj przebiega niebieski szlak

Niebieski szlak dość szybko odnajduje się na leśnej drodze. Systematycznie pod górę, zdobywam kolejne metry dwugodzinnego podejścia. Liczne zwalone drzewa blokują dostępu do siedziby Stuposiana. Można je jednak obejść bez problemu.

Leśna ścieżka…
…przeradza się w szerszą drogę wśród buków
Czyżby odbicie do magicznego źródła?

Bukowy las powoli zaczyna ustępować miejsca drzewom iglastym. To znak, że wierzchołek coraz bliżej. Po drodze mijam odbicie do schroniska Koliba należącego do Politechniki Warszawskiej. Jest to też pierwszy, szeroki widok na Bieszczady.

Połonina Caryńska od północy

Parę metrów, kilka minut i zdobywam Magurę Stuposiańską (1016 m npm), o czym informuje tabliczka. Jednak o panoramach można zapomnieć. Młody las zasłonił wszelkie widoki na Połoninę Caryńską. Warto zejść minimalnie w kierunku wsi Dwernik. Rozciąga się tam ładny widok na północ, w kierunku doliny Sanu. Zegarek pokazuje, że wędrówka trwała godzinę…

Szczyt Magury Stuposiańskiej
Widoki na dolinę Sanu

Podziwiam widoki. Wokół ani żywej duszy. Spokój dzikiej części Bieszczad. Jednak z każdą chwilą, mój mózg podpowiada mi inne, fantastyczne wytłumaczenie normalnych dźwięków lasu. Gdy już prawie widzę otaczające mnie niedźwiedzie, schodzę do schroniska. Ostre zejście prowadzi, przez maliny i inne zarośla okupowane przez ptaki, wprost pod drzwi schroniska. Przybijam pieczątki, odpoczywam chwilę w cieniu (i otoczeniu ludzi) i zachęcony znakami, ruszam w kierunki dawnej wsi Caryńskie.

Znów Caryńska
Z Przysłopu Caryńskiego w kierunku Tarnicy

Początek drogi przywodzi na myśl najgorsze wspomnienia związane z tatrzańską Doliną Jaworzynki – palące słońce oraz brak cienia i wiatru.

Bieszczadzka wersja Jaworzynki

Spacerując po Połoninie Caryńskiej zastanawialiście się kiedyś skąd wzięła się jej nazwa? To właśnie od wsi Caryńskie, położonej u jej stóp. Natomiast jej nazwa pochodzi od ukraińskiego – caryna i rumuńskiego – carina, oznaczających pole uprawne lub pastwisko. To właśnie nimi zajmowała się zamieszkujące je ludność bojkowska. II wojna światowa przerwała dzieje wsi. W połowie roku 1946 mieszkańcy zostali przesiedleni w głąb ZSRR, a zabudowania zniszczono. Do dziś zachowały się tylko ruiny cmentarza i cerkwi.

Ruiny cmentarza we wsi Caryńskie
Ruiny cmentarza we wsi Caryńskie
Bród na potoku Caryńskim w drodze na cerkwisko

Właśnie tam spotkałem przemiłych państwa z Lublina zafascynowanych dawnymi wsiami na terenie Bieszczadów. Zachęcali do odwiedzania pozostałych nieistniejących osad oraz wdrapania się na Przełęcz Nasiczaniańską (717 m npm). Pierwszą sugestię zapisałem do nadrobienia przy kolejnej wizycie w Bieszczadach, a na przełęcz wdrapałem się już tym razem. I… nie żałuję! Podejście było warte każdej kropli potu wylanej na podejściu przez skąpaną w słońcu łąkę. A widok niesamowity. Długa dolina, ograniczona jest Połoniną Caryńską z jednej strony, Magurą Stuposiańską z drugiej. Oba pasma spotykają się na Przełęczy Przysłup Caryński. A za nią usadowiła się na swym siodle Tarnica.

Z Przełęczy Nasiczańskiej

Straszono mnie też stromym podejściem na połoninę. Podobno miało być wykańczające i wydzierające wszelkie siły z ciała. Z Przysłopu, niespiesznie ruszam starą aleją. Kolejne minuty upływają na mozolnym podejściu, rekompensowanym przez dojrzewające w słońcu maliny i jagody, liczne widokowe polanki oraz poskręcane buki. Stromizny nie widać.

Początek strasznego podejścia na połoninę

W głowie kalkuluję, że jestem jakoś w połowie podejścia. Sądzę, że to strome podejście jeszcze mnie czeka. Siadam na powalonym drzewie i uzupełniam siły jabłkiem. Długo nie wytrzymuję w tym miejscu, bo momentalnie zlatuje się do mnie chmara małych, irytujących owadów. Ruszam. Wychodzę z lasu i… widzę ludzi odpoczywających na jednym ze szczytów połoninki. Dzieli mnie od nich kilka minut faktycznie ostrego podejścia, ale przecież nie aż tak strasznego.

Już prawie

Jeśli do tej pory spotykałem pojedyncze osoby, to tutaj mam tłumy. Uciekam z wierzchołka, żeby móc nacieszyć się w spokoju falującymi trawami i widokiem na Rawki. Wiatr przyjemnie chłodzi, ale przynosi też chmury. Oby nic z nich nie padało.

Połonina Caryńska
Rawki skryte w morzu traw

Powoli zaczynam zejście. Mimo niespiesznego kroku, zaczynam wszystkich wyprzedzać. Za czerwonymi znakami szybko wracam do Ustrzyk Górnych. Jak dwa lata temu.

No hej, GSB! Znów się widzimy!

 

Do poniższego szkicu wędrówki należy dodać podejście na szczyt Magury Stuposiańskiej niebieskim szlakiem (ok. 1 km), a także wędrówkę do dawnej wsi Caryńskie (widoczna polna droga), która w terenie oznakowana jest jako czerwona ścieżka dydaktyczna. Do ruin cmentarza ok. 2,5 km z Przysłopu, na Przełęcz Nasiczańską ok. 4 km.

Dodaj komentarz