Sudety - Kaczawy:
Kraina wygasłych wulkanów

Ziemia zatrzęsła się. Z wulkanicznego stożka powoli zaczęła wylewać się lawa. Niespiesznie wiła się po pochylonym stoku góry. Ognisty potok wyraźnie odcina się od czarnych skał. Powietrze przepełniło się drobnym pyłem. Szczelnie ukrywa on tę krainę przed promieniami słońca. Tylko strumienie gorącej magmy rozświetlają to piekło na ziemi.

Minęło kilka milionów lat. Kraina zazieleniła się. Buchające ogniem wulkany, stały się przygarbionymi pagórkami. Jednak w Kaczawach wciąż można znaleźć ślady burzliwej historii.

Gdy nad Polską zaczynał szaleć orkan Grzegorz, w strugach deszczu dojechałem w Kaczawy. Pora na krainę wygasłych wulkanów!

RADOGOST – WĄWÓZ MYŚLIBORSKI – MAŁE ORGANY MYŚLIBORSKIE


Droga z Lipy w kierunku Jawora wije się w bukowym lesie. Zjazd na mały, leśny parking. Kompletnie pusty. Deszcz przestał padać.

Czerwony szlak przechodzi przez asfalt. Problemem jest to, że nie widać ścieżki po drugiej stronie drogi. Po przejściu kilkuset metrów, stwierdzam, że chyba nie tędy droga. Szlak odnajduję się po śladach butów odciśniętych w błocie. Skok przez strumień i po wejściu na jego drugi brzeg, krótkie przejście po płaskim. Gdzieś gubi się żółty szlak, lecz byłe trzymać się czerwonych znaków, one zaprowadzą na Radogost. Jednak wciąż obchodzimy szczyt, nie wchodząc na wierzchołek. Gdy patrzę na mapę, widać, że ścieżkę na wierzchołek dawno minęliśmy. Wyznaczamy nowy wariant podejścia, gdzieś po drodze spotykając zaginioną ścieżkę.

Droga na Radogost
Jesień w pełni

Radogost (398 m npm) to pierwszy z dawnych wulkanów występujących na Pogórzu Kaczawskim. Do dzisiejszych czasów zachowała się wyłącznie część zastygłej w kominie wulkanicznym lawy. Bazaltowe podłoże jest dobrym podłożem dla wielu rzadkich roślin. Jednak od 1893 r. głównym celem wędrowców jest wejście na znajdującą się tutaj wieżę widokową. Dwunastometrowa, okrągła wieża pozwala na spojrzenie na Sudety ponad koronami drzew.

Wieża widokowa na Radogoście
i widok z niej w kierunku Bazaltowej Góry

Po powrocie na czerwono znakowaną ścieżkę idziemy w kierunku Grobli. Jednak z tym znakowaniem to trochę przesada. Kropi, więc szkoda wyciągać papierową mapę. Drogę sprawdzam na telefonie. Na każdym skrzyżowaniu. A i tak okazuje się, że to nie tędy biegnie szlak. Chyba nigdzie nie zaliczyłem tylu orientacyjnych wpadek, jak na każdym kroku Kaczaw. Pewnie dlatego, że oznakowanie wygląda tak:

Za to droga kolorowa
Kościół w Grobli

Zmieniamy szlak. Rezerwat nad Groblą leży na zielono znakowanej drodze. Pomijając ochlapanie przez Multiplę, to całkiem przyjemna ścieżka wijąca się tuż ponad taflą strumienia Nysa Mała. Koloru dodają jesienne liście, a także czarne skały wyrastające z zalesionego zbocza. Kolor i struktura wskazywałaby na wulkaniczne pochodzenia, ale czy to te słynne lawy poduszkowe? Tu potrzeba oceny eksperta.

Kolejnym miejscem, przez które prowadzi zielony szlak to Wąwóz Siedmicki. Miłośnicy dzikiej flory znajdą tu wiele rzadkich roślin. Podobno można spotkać salamandrę plamistą. Deszczowa pogoda wydawało by się, że będzie sprzyjać takim spotkaniom. Nic bardziej mylnego, to muflony powitały nas u wylotu wąwozu.

Panie muflony. Pan muflon schował się za krzakami i nic nie wyszło z jego portretu

Zanim się tam dostaliśmy, czekała nierówna walka z błotem. Buty ślizgały się w każdym możliwym kierunku. Gdy wydawało się, że to już koniec, że szeroka łąka zaprowadzi suchą stopą do celu, szlak przegrodził strumień. Trzeba pokonać go w bród. Było by łatwiej, gdyby stan wody nie był podniesiony i widać było kamienie, po których należy stąpać. Ostrożnie, stawiam kroki podpierając się znalezionym kijem. Udało się nie zamoczyć niskich podejściówek (bo kto by się spodziewał, że po całonocnej burzy będzie w górach wilgotno).

Bród na szlaku

Wąski wąwóz prowadzi wzdłuż potoku przynosząc kolorowe, jesienne widoki. Czasem gubiąc szlak, a gdy już się znajdzie, to prowadzi na drugą stronę rzeczki. Potulnie wykonujemy rozkazy wypisane zieloną farbą. A potem jeszcze raz. I kolejny. Koniec końców lądujemy po tej samej stronie potoku, od której zaczynaliśmy przeskakiwanie strumienia. Tyle, że z mokrym butem. Polecam.

Na koniec jeszcze jeden bród. Często w grach komputerowych, na koniec poziomu jest trudniejszy przeciwnik do pokonania. I ten bród to był właśnie taki bród – boss. Nie do przeskoczenia, nie do przejścia. W końcu udało się znaleźć parę kamieni wystających ponad taflę wody. Z asekuracją kija, i pod czujnym nadzorem kolegi, liczącego, że jednak wpadnę, pokonuję strumień. Nagrodą drugie śniadanie w wiacie.

Chwila wytchnienia, niebieski szlak w kierunku Myślinowa. Szeroka, leśna droga z mostkami. Jednak Kaczawy potrafią zaskoczyć. Właśnie na moście wytworzą kałużę utrudniającą przejście.

Za to później już przyjemnie

Kolejny etap to Wąwóz Myśliborski. Podzielić go można na dwa etapy. Czarny szlak to walka z żywiołami. Z morzami błota i licznymi… a jakże, brodami i przekraczaniem kolejnego lodowatego strumienia. Akurat w momencie gdy czułem, że noga zdążyła przeschnąć, but ześlizguje się po mokrym, omszałym kamieniu. Aż po samą kostkę.

Kolejny bród!

Dużo ciekawsza jest część, po której przejdziemy za żółtymi znakami. Prowadzi po drewnianych mostkach i pozwala zachwycić się wąwozem. Jego skalnymi bramami, a tablice informacyjne (choć częściowo zdewastowane i popisane) pozwalają dostrzec to, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Jak skalną maczugę doklejoną do skalnego ostańca, czy dominującą nad okolicą Skałę Elfów.

Wąwóz Myśliborski
Widok ze Skały Elfów
Sosenka prawie jak w Pieninach

W Myśliborzu warto wrócić na czerwony szlak, żeby zobaczyć największą atrakcje okolicy – wehikuł czasu. Pozwala przenieść się kilkanaście milionów lat wstecz. Wprost do komina kolejnego zastygłego wulkanu na górze Rataj (350 m npm). Gdzie roztopiona skała bazaltowa próbowała wydostać się spod ziemi. Tej, której nie udało się znaleźć ujścia, zastygła tworząc pięciokątne słupy. Widok niesamowity, a powstał przez przypadek. W tym miejscu istniał kamieniołom, który odsłonił zastygłą lawę.

Małe Organy Myśliborskie
Bazaltowe słupy
Góra Rataj

Poszukiwania szlaku na Bazaltową Górę (367 m npm) można zwalić na zagadanie się. Ale do dziś kompletnie nie wiem gdzie było odbicie z szerokiej, polnej drogi. Wiatr wzmaga się. Korony drzew coraz mocniej przyginają się do swoich leśnych towarzyszy. Spadają pierwsze gałązki i cała masa liści. Na tym dodatkowym dopingu zdobywamy szczyt nadzwyczaj szybko. W 1906 r. postawiono dziesięciometrową wieżę widokową. Widok świetny – na liście okolicznych drzew. Lepszy punkt widokowy znajduje się na zejściu czerwonym szlakiem w kierunku parkingu. Po drodze, w starym kamieniołomie znów można zobaczyć charakterystyczne bazaltowe słupy.

 

„Widokowe miejsce”

 


CZARTOWSKA SKAŁA


Z płaskich pól wyłania się ogromny, czarny kamień. Wygląda nieziemsko. Nic dziwnego, że wedle miejscowej legendy, jest to skała, którą diabeł próbował zniszczyć pobożną wieś Pomocne, znajdującą się w pobliżu. Jednak tak się męczył z ogromnym głazem, że nim zdążył donieść go nad wieś, wstało słońce. Kogut zapiał, a demon umknął do piekieł. Inne podanie mówi, że jest to pod skałą znajduje się brama do krainy czartów. Jest w tym trochę racji, bo to kolejny wygasły wulkan.

Czartowska Skała

Czartowska Skała (463 m npm) to świetny punkt obserwacyjny na Kaczawy i Karkonosze. Bardzo łatwo dostępny, autem można podjechać prawie pod samą skałę, lecz aby zdobyć wierzchołek, śmiałków czeka strome podejście.

W oddali majaczą Karkonosze

SKOPIEC i BARANIEC


Jaki jest najwyższy szczyt Gór Kaczawskich? Skopiec? Baraniec? Zdania są podzielone. Wysokość obu szczytów jest bardzo zbliżona, choć oficjalnie jako najwyższy podawany jest Skopiec (724 m npm), a Baraniec jest szczytem o metr niższym.

Jak najprościej zdobyć szczyt z Korony Gór Polskich? Na Przełęcz Komarnicką można dojechać autem. Przy znaku ozdobionym kolorowymi butami podążamy za niebieskimi znakami. Droga lekko zdobywa wysokość, by przetrawersować Baraniec i wyjść na przełęcz pomiędzy szczytami. Później tylko przeskoczyć przez powalone drzewo (to pewnie efekt wichury) i przez lasek brzozowy, a później świerkowy, jesteśmy przy tablicy ogłaszającej zdobycie szczytu. W skrzynce znajduje się księga wejść, oraz pieczątka.

Ktoś wie o co chodzi?!
Droga na szczyt
Skopiec na wyciągnięcie ręki
Szczytowa pieczątka

W razie czego, można też zdobyć Baraniec. Szeroka ścieżka zaprowadzi pod stację przekaźników zlokalizowaną na szczycie. Co niesamowite, przy silnym wietrze wydaje przeraźliwy odgłos. Jakby ogromny samolot pasażerski miał wylądować na głowie. Natomiast na podszczytowej polance ładnie widać Rudawy Janowickie i Karkonosze. Oczywiście jeśli tylko deszcz nie zacina w oczy…

Baraniec
Tu powinno być widać Rudawy Janowickie

OSTRZYCA PROBOSZCZOWICKA


Deszcz gęstnieje, wycieraczki nie nadążają ze zbieraniem wody z przedniej szyby. Jednak już ją widać. Z równiny wyrasta ona, Samotna Góra, Śląska Fudżijama, Ostrzyca. Najwyższy szczyt Pogórza Kaczawskiego – 501 m npm.

Ostrzyca

Pod szczyt prowadzi długa aleja z wiekowymi lipami. Tam zostawiamy auto i przy akompaniamencie dmącego wiatru ruszamy. Liście wirują przy każdym podmuchu. Parę drzew nie wytrzymało nawałnicy i położyło się w poprzek szlaku.

No i zaczęły się schody. Kilkaset schodów z lokalnego, wulkanicznego źródła, które prowadzą na wierzchołek. Każdy krok to walka o utrzymanie równowagi. Nie dość, że im wyżej, tym porywy wiatru silniejsze, to jeszcze mokra skała nie ułatwia pewnego postawienia kroku (w dół będzie jeszcze gorzej). Mokry bazalt ma bardzo niski współczynnik tarcia (czyt. jest ślisko!).

Bazaltowe schody na szczyt

Wynagrodzeniem trudów kilkunastominutowej wspinaczki są szerokie panoramy, które przyciągały wędrowców od lat. Oczywiście o ile sprzyja pogoda. Podobno można zobaczyć tu nie tylko pasmo Gór Kaczawskich, lecz także szczytowe partie Karkonoszy.

Szczyt!

Proboszczów

Dodaj komentarz